Vladimir Stockman

SNY

       - Więc, dręczą Pana nocne koszmary?
       - Właśnie hodzi o to, doktorze, że doznaje od nich rozkoszy!

            Z zagubionych pamiętników Z. Freuda


1.

Rzekomy niemy opowiada kawały, сtraszy błaznując. Wielu zdziwionych.
Na granice dozwolonego i przyjemnego kwitną oczy szpiegowstwa.

Rozkoszny bukiet on przyniósł do tego domu.
Gościе w żałobie. W powietrzu poranka rozpływa się słabość.


2.

Kobieta, niby płomień palnika, konwulsyjnie pulsując w tańcu,
gwałtownie zamienia się w zwęgloną kartkę nieprzeczytanego listu.


3.

Przestrzenna niedoskonałość odczuwa się jako swędzenie - iluzja męczącego uczucia lotu
w nieistniejących mięśniach amputowanych skrzydeł.


4.

Środek wieku, szare, beznadziejne średniowiecze. Embriony kłamstwa, poczwarki lęku
roją się w gnoju losów ludzkich. Amblistomy i aksolotle - czarne płazy czasu rozpaczy.


5.

Czerwony ryj byka. Długi bieg po pustych korytarzach. Minotaur jest co raz bliżej.
Czy warto było się budzić, żeby znowu zanurzyć się w ten koszmar?


6.

Jak nisko planety są w południowym niebie... Jaskrawe baloniki na tle błękitu -
granatowe, zielone, fioletowe sfery z niewyraźną powłoką chmur, z cienką siecią kanałów.
W mieście panije panika. Inwazja jest nieuchronna.


7.

W zamku-zwierzyńcu leśne potwory stoją w stajenkach z tektury ze słomianą podłogą, z niskimi furtkami.
Ich obecność zgrozą tkwi w pustce wśród ścian niezamieszkanych.
Jeden z nich jest już na progu. Na imię mu - ranny łoś.


1990

Авторский перевод с русского:
http://www.my-works.org/content/works/text.html?text_id=14882